Kasia i KArol miszkają na codzień w Lublinie ale ślub wzięli w rodzinnym gnieździe pod Siedlcami. Przyjechaliśmy dzień wcześniej gdyż Sylwia miała maraton makijażowy. Przygotowania odbyły się bez pośpiechu i na luzie, przyznam że dobra atmosfera przeniosła się do kościoła jak i na wesele. A jak to dokładnie było? – zapraszam do zdjęć:
06-08-2010
04-08-2010
Odrobinę czasu na „doładowanie baterii” postanowilismy spędzić w górach. Tylko gdzie tu jechać jeśli wszędzie się było ;-/ ? W Tatrach dzikie tłumy i letnia niepogoda, w Karkonosze daleko, Pieniny ( znowu? ), Bieszczady – tłumy… etc Stwierdziłem że do tej pory ciąży mi wiecznie odkładana na potem Babia Góra. Weszliśmy na szczyt z planem przenocowania na nim i pomimo niepewnej pogody zaryzykowalismy. Tuż po zachodzie słońca odwiedził nas lis szukający pozostąłości po smiecących turystach a właściwie całą noc towarzyszyły nam stada nietoperzy. Z tego miejsca chcemy podziękować koledze i koleżance z Krakowa za folię NRC – na szczęście się nie przydała.
Co do samych zdjęć
Wieczorne widoki były fatalne, bardzo niewielka przejrzystośc powietrza powodowała że widać było właściwie tylko najbliższe otoczenie szczytu. Tam gdzie zwykle stoją Tatry widać było tylko szarość – nikt by nie uwieżył że całkiem niedaleko są szczyty po 2600m
. Zachód słońca był nieciekawy, zachmurzyło się na szczęście w nocy chmury się rozeszły ukazując wspaniałe gwiazdy i już odliczałem minuty do najciemniejszej fazy nocy gdy nagle pod nami ukazał się księżyc maskując skutecznie większość gwiazd. Po północy naszły chmury i zerwał się potężny wiatr. Aparat stał wtedy ustawiony na długie naświetlanie i chyba pogoda nie służyła baterii bo chociaż wkładałem tego dnia pełną to po obudzeniu się po 1 w nocy okazalo się że bateria jest totalnie rozładowana a ja nie wziąłem z domu zapasu, podobnie jak wężyka i rybiego oka ;D
Ech
Około 4 nad ranem sielankę górskiej nocy zmiotła grupa oazowa wchodząca z dołu nocą ( całe szczęscie nie spiewali ), potem weszła jeszcze jedna grupa i tak w lekkim tłumie ;-P czekaliśmy sobie na wschód słońca, który był dość malowniczy z naciskiem na dość gdyż widocznośc poprawiła się nieznacznie. Ukazały się nam na szczęście Tatry, więc mozna było odetchnąc wiedząc że dalej stoją tam gdzie stały
Ja wypatrzyłem że jedna ze stojących na górze osób ma jakąs lustrzaneczkę Canona ;D. Udało się wyprosić aparat na kilka strzałów – heh już zapomniałem że zdjęcia mogą być zaszumione na niskich czułościach ale jak sie nie ma co sie lubi …
Zeszliśmy ze szczytu i pojechalismy do domu.
Warto jeszcze wspomniać że zaczęły się już perseidy – widzieliśmy 5 w tym 2 przekraczające jasnością otaczające gwiazy. Jednego nawet przypadkiem złapałem na zdjęciu.
Zapraszamy na fotorelację:

28-07-2010
25-07-2010
Życie naszej pary było spokojne i sielankowe. Każdy dzień taki jak poprzedni, bez stresów i wodotrysków…

Pewnego dnia wpadli jednak na pomysł by to zmienić!

Później przyszedł czas na zastanowienie…

Więcej – niebawem
23-07-2010
W naszej pracy razem z Sylwią spotykamy wielu ludzi. Jest nam ogromnie przyjemnie poznawać ich w całej tej otoczce załatwiania ślubnego, przeżywania wspólnych chwil i bycia po prostu razem. Bywa czasem tak że kontakt z jakąś parą jest wyjątkowy, bywa tak że czujemy się jakbyśmy znali ich od dawna i nadawali na jednej fali. Tak właśnie jest z Asią i Krzyśkiem. Troszkę nam się przeciągnęło bo ślub odbył się pod koniec zeszłego roku ale ciepła pora zdecydowanie sprzyjała. Przyjechaliśmy więc z Sylwią do nowego mieszkania naszej pary ( bardzo ładnego swoją drogą
) a tam Ona, On, kot, kot, pies, ryby, rybki (…) i krewetek. Koty pouciekały przed aparatem, reszta zwierzaków była raczej obojętna. Sylwia zmontowała makijaż i w drogę a jak to było – zapraszamy do obejrzenia! Dodam jeszcze że zdjęcia robiliśmy oboje.

18-07-2010
W górach uwielbiam to że mogę się tam wyciszyć, przyznam że gdy byłem młodszy idealne do tego celu wydawały się Tatry ale z roku na rok ilość turystów wzrosła tak drastycznie że właściwie nie wybieram się w te góry latem. Wyjazd na ślub Magdaleny i Alberto do Włoch był dla mnie i Sylwi oprócz pracy szansą na mini podróż poślubną
Trochę wolnego czasu poświeciliśmy więc na zobaczenie „po łebkach” jednej z najpiękniejszej części Alp – Dolomitów. Oczywiście aparaty zabraliśmy ze sobą ;D .

Taki widok ma nasza para młoda zaledwie 250 metrów powyżej swojego domu…


Sylwia pod granią

Cisza…

Wieszczki – czyli brak ciszy

Lago di Carezza – czyli klasyczna pocztówka z Dolomitów

Tutejsze laki niosą że sobą ogrom gatunków roślin kwiatowych, w upalny dzień zapach jest niesamowity.

Trochę przepastnego autolansu

Marmolada w chmurach.
Podsumowując – to taki początek do dużego wpisu o ślubie w górskiej wiosce, weselu na zamku, sesji nad jeziorem Garda i wypadzie do Wenecji – ZAPRASZAMY NIEBAWEM! Sylwia i Grzegorz
16-07-2010
Wreszcie przyszedł czas na nowy wpis, po zagranicznych, ślubnych eskapadach czas wrócić do kraju i nadrabiać zaległości, które gromadzą się w na prawdę szybkim tempie.
Ola i Tomek – aż miło pokazywać mi ich zdjęcia, głównie dzięki temu że prawie cały czas się uśmiechają, mam nadzieję że te pokazane tutaj jak i cała reszta zdjęć, które dostali będą zawsze wywoływać uśmiechy.
The END

