Ślub Karoliny i Michała jest jednym z tych kilku wyjątkowych tego roku, gdyż Państwo Młodzi są znajomymi. Takie wesela są fajne bo prócz doznań fotograficznych niosą możliwośc spotkania się w gronie czasem dawno nie widzianych ludzi. Tak było i tym razem i cieszę się z tego spotkania. Wracając do samego ślubu odbył się on w Parczewie w Bazylice Mniejszej czyli jednym z tych kościołów w naszym województwie gdzie zawsze chciałem fotografować ślub. Jak mi to się udało? Zapraszam do zobaczenia poniżej. Dodam tylko że wesele odbyło się w ośrodku nad jeziorem Białka zaraz przed rozpoczęciem sezonu wakacyjnego. Świetne miejsce na wesele – bardzo ładna sala a w pobliży las i jezioro. Zapraszam do zdjęć :
11-08-2010
10-08-2010
My, jako młodzi Polacy musimy pamiętać o tym co było
A tak na serio to kończę przygotowywać materiał Karoliny i Michała i mam dobry humor
Jutro cały reportaż

06-08-2010
Kasia i KArol miszkają na codzień w Lublinie ale ślub wzięli w rodzinnym gnieździe pod Siedlcami. Przyjechaliśmy dzień wcześniej gdyż Sylwia miała maraton makijażowy. Przygotowania odbyły się bez pośpiechu i na luzie, przyznam że dobra atmosfera przeniosła się do kościoła jak i na wesele. A jak to dokładnie było? – zapraszam do zdjęć:
04-08-2010
Odrobinę czasu na „doładowanie baterii” postanowilismy spędzić w górach. Tylko gdzie tu jechać jeśli wszędzie się było ;-/ ? W Tatrach dzikie tłumy i letnia niepogoda, w Karkonosze daleko, Pieniny ( znowu? ), Bieszczady – tłumy… etc Stwierdziłem że do tej pory ciąży mi wiecznie odkładana na potem Babia Góra. Weszliśmy na szczyt z planem przenocowania na nim i pomimo niepewnej pogody zaryzykowalismy. Tuż po zachodzie słońca odwiedził nas lis szukający pozostąłości po smiecących turystach a właściwie całą noc towarzyszyły nam stada nietoperzy. Z tego miejsca chcemy podziękować koledze i koleżance z Krakowa za folię NRC – na szczęście się nie przydała.
Co do samych zdjęć
Wieczorne widoki były fatalne, bardzo niewielka przejrzystośc powietrza powodowała że widać było właściwie tylko najbliższe otoczenie szczytu. Tam gdzie zwykle stoją Tatry widać było tylko szarość – nikt by nie uwieżył że całkiem niedaleko są szczyty po 2600m
. Zachód słońca był nieciekawy, zachmurzyło się na szczęście w nocy chmury się rozeszły ukazując wspaniałe gwiazdy i już odliczałem minuty do najciemniejszej fazy nocy gdy nagle pod nami ukazał się księżyc maskując skutecznie większość gwiazd. Po północy naszły chmury i zerwał się potężny wiatr. Aparat stał wtedy ustawiony na długie naświetlanie i chyba pogoda nie służyła baterii bo chociaż wkładałem tego dnia pełną to po obudzeniu się po 1 w nocy okazalo się że bateria jest totalnie rozładowana a ja nie wziąłem z domu zapasu, podobnie jak wężyka i rybiego oka ;D
Ech
Około 4 nad ranem sielankę górskiej nocy zmiotła grupa oazowa wchodząca z dołu nocą ( całe szczęscie nie spiewali ), potem weszła jeszcze jedna grupa i tak w lekkim tłumie ;-P czekaliśmy sobie na wschód słońca, który był dość malowniczy z naciskiem na dość gdyż widocznośc poprawiła się nieznacznie. Ukazały się nam na szczęście Tatry, więc mozna było odetchnąc wiedząc że dalej stoją tam gdzie stały
Ja wypatrzyłem że jedna ze stojących na górze osób ma jakąs lustrzaneczkę Canona ;D. Udało się wyprosić aparat na kilka strzałów – heh już zapomniałem że zdjęcia mogą być zaszumione na niskich czułościach ale jak sie nie ma co sie lubi …
Zeszliśmy ze szczytu i pojechalismy do domu.
Warto jeszcze wspomniać że zaczęły się już perseidy – widzieliśmy 5 w tym 2 przekraczające jasnością otaczające gwiazy. Jednego nawet przypadkiem złapałem na zdjęciu.
Zapraszamy na fotorelację:



